Pierwszy test - poziom łatwy

Ania z Zielonego Wzgórza

Powiedzieć, że każde dziecko wie, kto to Ania Shirley, byłoby pewną przesadą. Wiadomo nam jednak skądinąd, że z całą pewnością zna Anię każde dziecko płci żeńskiej. Dla dziecka płci męskiej, żyjącego głównie Indianami i Heraklesem oraz przygodami kosmitów, podajemy krótkie objaśnienie: Ania Shirley, rudowłosa sierotka, bohaterka cyklu powieści Lucy Maud Montgomery, zamieszkała na Zielonym Wzgórzu, na wyspie Księcia Edwarda, w Kanadzie. Jej opiekunami stali się Maryla i Mateusz Cuthbertowie i oni to właśnie stworzyli jej prawdziwy dom.

Romantyczna, pełna wdzięku osóbka o bujnej fantazji i złotym sercu stała się na zawsze ulubienicą dziewcząt. Ale nie tylko dziewcząt. Wspaniały pisarz amerykański Mark Twain, twórca postaci Tomka Sawyera i Huckleberry Finna, po ukazaniu się "Ani z Zielonego Wzgórza" nazwał jej małą bohaterkę "najukochańszym dzieckiem literackim" od czasów "Alicji w krainie czarów". Maryla, stara panna o usposobieniu surowym i oschłym, była naturalnie świetną gospodynią. Pokochała sierotkę z całego serca i postanowiła nauczyć ją wszystkiego, co sama umiała. Bardzo zabawnie opisuje pani Montgomery perypetie kulinarne Ani, która puszczając wodze swej nieposkromionej wyobraźni i kierując się w życiu najpierw impulsami serca, a dopiero potem rozumu, nieustannie popadała w kłopoty i nieporozumienia. Pamiętny podwieczorek z Dianą uświetniła podaniem jej domowego wina, w przekonaniu, że to... sok malinowy. Podczas gdy Diana z wolna osiągała stan upojenia alkoholowego, Ania bawiła ją rozmową. Wtedy właśnie opowiedziała przyjaciółce, jak to, piekąc ciasto, wyobrażała sobie romantyczną historię o Dianie chorej na ospę i o tym, jak ona, Ania, jako najwierniejsza przyjaciółka pielęgnuje chorą, zaraża się i umiera. Diana zaś sadzi na jej grobie krzak róży i podlewa go własnymi łzami. Piekąc ciasto wśród marzeń, Ania wzruszyła się tak, że łzy płynęły jej po twarzy, podczas gdy ręce rozbijały jajka. Nic dziwnego, że zapomniała dodać mąki i ciasto się zmarnowało.

Kiedy na Zielone Wzgórze mieli przybyć państwo Allanowie, Ania popadła w zupełną gorączkę, gdyż podziwiała z całej duszy uroczą panią pastorową Allan i zamierzała dać z siebie wszystko. Udekorowała stół w bawialni różyczkami i paprociami i nakryła go tym wszystkim, co obie z Marylą przygotowały. Były tam kurczęta w galarecie i ozór na zimno, dwa rodzaje galaretek - żółta i czerwona, bita śmietanka, ciasto z cytryną i wiśniami, trzy rodzaje drobnych ciasteczek, placek z owocami, konfitury z żółtych śliwek, tort, który Ania upiekła całkiem sama, oraz – biszkopciki.

Ania starała się bardzo. Obiecała sobie, że tym razem nie będzie już żadnych wpadek. Tort udał się rzeczywiście wspaniale - był pulchny, wyrośnięty i złocisty. Niestety, Ania miała potworny katar i nie poczuła, jak tort pachnie! A pachniał... kroplami walerianowymi, które Maryla wlała do słoiczka z napisem "Najlepsza wanilia"!

Na szczęście jednak oprócz tortu były inne ciasta, no i przede wszystkim - biszkopciki! Te ciasteczka są tak proste w wykonaniu, że nawet najbardziej romantyczne czy zakatarzone dziewczę potrafi upiec je bez trudu. I bez, oczywiście, większych wpadek.

Romantyczne dziewczę rozbija trzy jajka i wlewa zawartość skorupek (bez skorupek!) do garnuszka. Potem wsypuje pół szklanki cukru i ubija masę sprężyną, podgrzewając leciutko garnuszek, żeby cukier się rozpuścił. Może również nasze dziewczę zmiksować jajka z cukrem, wtedy podgrzewanie jest zbyteczne. Do jaj, ubitych z cukrem do białości, dosypuje dziewczę czubatą szklankę mąki i cukier waniliowy - i raz jeszcze wszystko dobrze miesza, aż powstanie pulchny krem. Ciasto nie powinno być zbyt gęste!

Teraz dzieweczka smaruje blachę tłuszczem lub rozściela na niej folię aluminiową (za czasów Ani Shirley, oczywiście, nie znano czegoś takiego!) i - za pomocą łyżki lub papierowego rożka z otworkiem, lub przedziurawionej w rogu torebki foliowej - układa na blasze piramidki biszkoptowego ciasta.

Romantyczne dziewczątko wkłada teraz blachę do niezbyt nagrzanego piekarnika i pilnuje jej przez jakieś 5-7 minut, aż biszkopciki staną się ślicznie złote i pachnące.

M.Musierowicz, Całuski pani Darling.